Twitter AriaWiki Profil na naszej-klasie Profil na myspace.com Profil na Facebook.com Forum fanklubu 'Chimera' Grupa na Last.fm Profil na YouTube.com Arija.pl Historia Dyskografia Galeria Koncerty Księga gości Linki

Gdy noc była krótsza niż dzień

Ranek przynosi poradę

Jak już wiemy, drastyczny spadek poziomu życia w kraju wpłynął na zapadnięcie w letarg muzycznej dzałalności na terytorium 1/6 świata. Reakcja ARII, która nie miała gdzie nagrywać kolejnego albumu zdecydowała o budowie własnego studia „Aria Records”. Budowa studia trwała do połowy 1994. W czasie tworzenia studia odbywały się bardzo rzadkie koncerty. Muzycy z konieczności żyli skromnie. Niemniej jednak, na koniec lata 1994 były już zapisane partie perkusyjne kolejnego albumu. Wszystko odbywało się niezwykle powoli, w listopadzie zaczęli zapisywać gitarę basową i wtedy nastąpił ogłuszający wybuch - zespół ogłosił, że szuka nowego wokalisty.

Ночь короче дня okazał się jednym z najcięższych i najdłużej produkowanych albumów ARII. Jeśli uwzględnimy zdanie Chołstinina, że Кровь за кровь to swego rodzaju efekt działalności grupy w całym poprzedzającym jego wydanie okresie, to jasnym stanie się, dlaczego kolejna płyta rodziła się w takich bólach. Krwawy album był zbyt dobry, aby nadal rozwijać zawartą w nim tematykę, ale rozstanie z ulubionymi motywami zawsze jest niełatwe. Początkowo Chołst zamierzał kontynuować tematykę pprzedniej płyty, i mając na uwadze to, że nowy album miał być szóstą płytą w dorobku zespołu, zamierzał nagrać dokładnie 6 utworów, a płytę zatytułować "666". Szereg przyczyn wpłynął na zmianę tych planów.

W roku 1994 zespół miał szansę zapisać album nie tyle w bólach twórczych, co w bólach agonalnych. Po nagraniu partii perkusyjnych ARIA po raz czwarty wyjeżdża w trasę do Niemiec na koncerty w siedmiu miastach, w tym w legendarnej berlińskiej Hard Rock Cafe. Od początku było jasne, że trasa stała się klapą. Całkowity brak reklamy i brak gramotnego menedżera sprawiły, że występy najlepszej rosyjskiej grupy metalowej przypominały koncerty jakiegoś podrzędnego zespołu z Uriupińska [mniej więcej odpowiednika Koziej Wólki – Szut] w nocnych knajpach. Jedynym pozytywnym elementem był koncert w Berlinie w Hard Rock Cafe, w którym uczestniczyła spora liczba niemieckich fanów.

Warunki mieszkaniowe podczas trasy wołały o pomstę: zdarzało się sypiać w jakichś noclegowniach, jednopokojowych mieszkaniach, na podłodze w garderobach różnych klubów. Dawniej ARIA zawsze sypiała w komfortowych - fakt, że DDR-owskich, ale jednak w hotelach. Zgodnie z rosyjską tradycją, z powodu smutku wypito wiele alkoholu. A zaczęło się jeszcze na lotnisku, gdy Kipelov schodząc ze schodów samolotu wpadł w objęcia oczekujących na nich ludzi, a już na drugi dzień Maniakin czkając powiedział "Piwo kosztuje dwie marki, a herbata trzy, to po co ją pić?". Trzeba jednak dodać, że w czasie tego wyjazdu nie pił tylko leniwy... albo Chołstinin, który zajmował się ważną transakcją - zakupem wyposażenia studia i kwestią transportu sprzętu do Moskwy.

Po zakończeniu tournee okazało się, że problemy mieszkaniowe były drobiazgami - promotor "Berlin Concert", który nabrał "doświadczenia" od swoich rosyjskich kolegów po fachu, odmówił wypłacenia zespołowi honorarium za koncerty twierdząc, że wszystkie pieniądze poszły na organizację występów. W wyniku wszystkich tych problemów, wieczorem 9 listopada (tj. w dzień urodzin Dubinina), po koncercie w Hard Rock Cafe zespół zakupił dużą ilość alkoholu i pojechał do wynajętego mieszkania. Postanowiono szczerze porozmawiać o przyczynach nieudanych występów.

W pewnym momencie rozmowa przerodziła się w kłótnię, wyjątkową tym, że jednym z głównych jej uczestników stał się zwykle cichy i niekonfliktowy Kipelov. Wyrażał on swoje pretensje (głównie spowodowane warunkami mieszkaniowymi) Chołstininowi, który dogadywał się przed wyjazdem ze stroną niemiecką.

Na drugi dzień na lotnisku, jak również podczas pierwszego po powrocie koncertu duet Kipelov i Mavrin trzymał się z boku, nie witając się z resztą zespołu. Po powrocie do Moskwy Kipelov ani razu nie pojawił się w studio, gdzie trwała już praca nad nowa płytą. Miesiąc później, od osób trzecich, arijcy dowiedzieli się, że Kipelov występuje z grupą MASTER.

W 1994 w Moskwie zaczynało się rozwijać życie klubowe. Adaptacja wielu artystów do nowych warunków, tj. odejścia od wielkiej sceny, odbywała się w bólach. ARIA nie zważając na trudną sytuację finansową nie spieszyła się do grania po klubach. A starzy znajomi z grupy MASTER poczynili już swoje pierwsze kroki w działalności klubowej, dzięki czemu potrafili z krótkich występów upleść dość zwarty grafik, przynoszący niewielkie, ale stale dochody. Głównym problemem MASTERA (od momentu "odłączenia sie" od ARII trzonu zespołu do dnia dzisiejszego) był brak dobrego wokalisty.

Przypomnijmy, że w 1987 czterech (z sześciu) muzyków ARII odeszło z zespołu, założyli grupę MASTER, którą już samym swoim istnieniem i składem miała przewyższyć ARIĘ. Ciągle mieli jednak trudności ze znalezieniem wokalisty. Okazało się, że wokalistów tej klasy, co Kipelov, nie znajduje się byle gdzie. Podczas wybierania wokalisty, Granovskij i Bolszakov wymagali, by kandydaci śpiewali utwory ich autorstwa z dwóch pierwszych albumów ARII . Zdarzyło się w przypadku jednego z wokalistów (Michaił Arzamaskov), że podczas śpiewania z gardła polała się krew... Zmuszony był więc wyjechać do swojego Wołgogradu po zapisaniu dwóch utworów z MASTEREM.

Granovskij, spotykający się czasami z Kipelovem, zaproponował temu ostatniemu udział w występach klubowych, tym bardziej, że znaczną cześć repertuaru stanowiły "arijskie" dzieła Granowskiego i Bolszakowa, które Kipelov dobrze znal. Zmęczony już brakiem dochodów Kipelov zgodził się na wspólne występy.

Sytuacja ta nie podobała się pozostałym arijcom. Postanowili "przemówić mu do rozumu" na specjalnie zwołanym zebraniu grupy (nie było tylko Mavrina). Rozmowa była długa i poważna, jednak nie wpłynęła na Kipelova, który nadal występował z grupą MASTER. W odpowiedzi, zarząd ARII w osobach Dubinina i Chołstinina ogłosił, że grupa poszukuje nowego wokalisty. Zaprzyjaźniony z Kipelovem Mavrin został zawiadomiony post factum. Zaczęły się pzesłuchania wokalistów zupełnie niezgodnych ze stylem ARII. I nastał moment, gdy najlepszy z kandydatów - Aleksei Bulgakov (który już zdążył rozwiązać zespół Legion mając w perspektywie niepotwierdzoną obietnicę pracy z ARIĄ) zaczął nagrywać partie wokalne nowego albumu. Całkiem nieźle zaśpiewał "Ночь короче дня", Choc niektóre fragmenty nie podobały się Dubininowi i Chołstininowi. Drugi z zapisanych z nim utworów - Ангельская пыль - uznano za nieudany, wokalista po prostu "nie wyciągnął" refrenu.

Mavrin, który uznał całą sytuację za wyssaną z palca i w 100% pewny (po przesłuchaniu nagrania Bulgakova), że Kipelova nie da się zastąpić, zrobił jedyny możliwy jego zdaniem - choć bezkompromisowy - krok. Postawił ultimatum: albo sprowadzą Kipelova, albo on odchodzi. Nie zamierzał odchodzić z zespołu, ale taka próba wpłynięcia na decyzję kolegów wydawała mu się słuszna. Nie docenił jednak powagi zamiarów Dubinina i Chołstinina, sądził że wszystko samo się wyjaśni. A oto co powiedziały "obie strony" w wywiadach dla młodzieżowego tabloidu Железный марш":

Chołstinin: To nie grupa się rozpadła. To odeszli dwaj muzycy. Dziękujemy tym, którzy nie przestali w nas Wierzyc w trudnym momencie. Chciałbym powiedzieć, że uczynimy wszystko, co możliwe, aby was nie rozczarować, nie ma co się smucić: Mavrin i Kipelov stworzą nowy zespół - był jeden, a będą dwa dobre zespoły.

Dubinin: Odejścia Kipelova można się było spodziewać. Już dawno stracił ochotę do pracy nad nowymi rzeczami, zawsze odnosił się do pracy chłodno, a teraz - w ogóle nie zna materiału, coś mu nie leży... Nowy album z jego wokalem byłby naszym ostatnim, a bez niego mamy szansę wydać jeszcze jedną płytę... może... Odejście Mavrina - głupota.. Zawsze sam mówił, że nie wyobraża sobie ARII w innym składzie, mawiał "wyobraź sobie, gitarzysta odchodzi". Myślę, że to będzie korzystne dla nas wszystkich.

Mavrin: Na ostatnim spotkaniu powiedziałem: "Nie widzę zespołu z innym wokalistą, w innym składzie". Będę grał z Walerką. Stary materiał, nowy... Wszystko będzie dobrze, już jest oferta od solidnych producentów, zaczną się poważne nagrania.

Kipelov: Nie wiem co się stało. Napięcia zaczęły się dawno, może nawet przed wyjazdem do Niemiec. Nigdzie nie odchodziłem, nie odmawiałem pracy z ARIA. Chciałem tylko pośpiewać z MASTEREM stare kawałki, a chłopaki się zdenerwowali... Z Seriogą pracujemy pełną parą: jest masa materiału, szukamy muzyków, nagrywamy.

Kipelov nie zamierzał się pogodzić z zespołem, nie pozostawało więc nic innego, jak kontynuować pracę z Bulgakovem. Istniało jednak pewne "ale". Rzecz w tym, że głos Kipelova był wizytówką ARII, zauważalną od razu i najłatwiejszą do zapamiętania. Pamiętajmy, że gdy w 1987 odchodziła główna część zespołu, Kipelov został z Wekszteinem i to on dał ARII możliwość zbudowania nowych utworów opartych na jego głosie. Gdyby odszedł z Granovskim i Bolszakovem, to zapewne losy ARII i MASTERA potoczyłyby się zupełnie inaczej.

I również w 1994 glos Kipelova mógł mieć rolę decydującą. Wielu fanów przestałoby słuchać ARII bez Kipelova. ARIA zawsze połączona była z jego wokalem. Zespół może pozwolić sobie na zmianę wokalisty, ale nie takiego, którego przez 10 lat słuchał caly kraj. Prościej zmienić połowę składu. Tak więc alians Bulgakov + ARIA zaczął się rozlatywać. Entuzjazm Duba i Chołsta wyraźnie spadał. Bulgakov, człowiek dość patetyczny (na co ma pełne prawo - Legion zaczął grać heavy metal chyba nawet przed ARIĄ, i jeśli na jego drodze znalazłby się ktoś taki, jak Weksztein, to być może jego zespół znajdowałby się na takim samym poziomie jak ARIA), spalił za sobą wszystkie mosty rozwiązując zespół, ryzykował zatem znacznie więcej niż arijcy. Wydaje się, że zbyt wcześnie uznał się za pełnoprawnego członka grupy i zaczął aktywnie mieszać się do procesu twórczego: krytykował teksty, odmawiał śpiewania niektórych wariantów określając je jako "mroczno-satanistyczne" itd... Właśnie tym zdenerwował głównego kompozytora Dubinina.

Sytuacja sama zmierzała do tego, aby w Kipelov wrócił do zespołu. Bulgakov wyraźnie czuł nastroje w zespole. Co ciekawe, tuż przed powrotem Kipelova, sam zadzwonił do byłego wokalisty, któremu powiedział, że jeśli zostanie poproszony o powrót do zespołu, to nie powinien się zgadzać... Motywował to tym, że... ARIĘ "trzeba ukarać"....

Odejdźmy nieco od głównego wątku. W 1994 firma Moroz Records wydała pełną dyskografię ARII - pięć albumów na płytach CD i kasetach. Tym samym w pewnym sensie wpływała i na dalszą pracę studyjną muzyków. Wtedy właśnie zaczęła się historia z odejściem Kipelova. Dopiero co rozpoczęta współpraca z jedną z najważniejszych firm wydawniczych w kraju była zagrożona.

Gdy sytuacja była już mocno zagmatwana, Aleksandr Morozov, prezes Moroz Records, grożąc karami finansowymi za zerwanie kontraktu zmusił Kipelova, by ten powrócił do zespołu i nagrał wokal do nowego albumu. Można różnie oceniać takie postępowanie, ale przyznać należy, że wmieszanie się do sprawy wydawcy było wygodną formą ratunku i pozwoliło unormować całą sytuację bez "utraty twarzy" przez którąkolwiek ze stron.

Tak więc Kipelov wrócił do zespołu. Z Mavrinem los obszedł się gorzej - w momencie oficjalnego już konfliktu miejsce gitarzysty było zajęte. Po ośmiu latach wspólnej działalności Mavrin opuścił grupę bez trzaskania drzwiami. Gorzkie wspomnienie tej historii może nachodzić wszystkich jej uczestników podczas słuchania zawartego na szóstej płycie ARII superhitu Возьми мое сердце - wg informacji z okładki jego autorami są Kipelov, Mavrin, Dubinin, Chołstinin.

Wróćmy teraz do chwili opuszczenia zespołu przez Mavrina. Zespół potrzebował drugiego gitarzysty, choć Mavrin przed odejściem zdążył nagrać wiele partii. Zapisane były dwa podkłady gitarowe, partie akustyczne do dwóch utworów i początkowa solówka utworu nr 2 - Паранойа (na płycie z tego została tylko ta solówka i gitara akustyczna w Возьми мое сердце).

Gdy lipcu 2004 była zapisana perkusja, w studio Aria Records pojawił się pierwszy komercyjny klient, który zamierzał nagrać swój album solowy. Był to Sergei Terentev, który poza tym pracował w tym samym domu kultury Czajka, w którym mieściło się studio. Latem 1994 jego album "Up To Thirty" był gotów, ale Sergei utknął w arijskim studio popijając piwo i obserwując duet Duba z Chołstem. Gdy grupie potrzebny był drugi gitarzysta i arijcy czuli już przedsmak przesłuchań Terentev po prostu spytał "Mogę ja spróbować?". Najpierw nie chcieli go ze względu na wzrost - 196 cm. Jak wyobrazić sobie coś takiego na scenie? Gdy idealnie wpisał swoje partie gitarowe do prawie gotowego albumu, rozwiązano też problem wzrostu - zobowiązali go, by na scenie występował na szeroko rozstawionych nogach.

Terentev jednak upiera się przy tym, że wszystkie solówki na Ночь короче дня zapisał improwizując. Ale każda z opracowanych przez niego solówek była uważnie przesłuchiwana przez Dubinina i Chołstinina i nieraz był proszony o przeróbki. Zatem ta "improwizacja" była bardzo specyficzna.

I jeszcze jedna obserwacja. Terentev dobrze wiedział, że ARIA to grupa o znanym i wyrazistym brzmieniu, zatem nie miał wielkiego wyboru. Mógł albo nawiązać do stylu Chołsta, albo do Mavrina. Wydaje się, że maniera Mavrina nie specjalnie mu odpowiadała i poszedł po linii mniejszego oporu wybierając pierwszy wariant. O ile na Krwawym albumie w jakiś sposób słychać, że całość zapisywali dwaj gitarzyści, to na Ночь короче дня można to poddać w wątpliwość. Album ujrzał światło dzienne pod koniec 1995.

Pierwszym utworem była ballada nagrana jeszcze w maju 1994 dla składanki Russian Metal Ballads Vol.1 w studiach SNC i Jolly Boys (jeszcze z Mavrinem). Dla albumu studyjnego została nagrana od nowa i istnieje w dwóch wersjach (w starszej lepsza jest część instrumentalna, w nowszej- wokal).

Angel Dust to środek halucynogenny na bazie grzybka sporyszu. Ślady oczywiście prowadza do Puszkinej i dalej do Hendriksa, który bardzo lubił go używać - w sensie przenośnym i dosłownym. Istnieje legenda mówiąca, że "anielski pył" to zemsta aniołów nad ludźmi. Anioły zeszły na ziemię i po niej stąpały, a w ich śladach pozostały kryształki pyłu, od którego ludzie szaleją i mają halucynacje, że unoszą się nad ziemią i widzą magiczne światło. Ludzie dążą do niego balansując na granicy niebytu i nie wiedzą, że są jak ćmy lecące ku ogniu i spaleni bezpowrotnie spadają w przepaść (obraz latających ciem pożyczono od Jethro Tull).

W recenzji Russian Metal Ballads Aleksei Burtiakov zwrócił uwagę, że "anielski pył" to nie heroina, jak śpiewa Kipelov, ale kokaina. Puszkina oficjalnym listem poinformowała go, że dla zespołu nie ma to większego znaczenia, ponieważ muzycy nigdy nie używali narkotyków innych niż alkohol. Użycie słowa "heroina" w tekście utworu wyjaśnia zaś kwestią fonetyki, "kokain" nie pasował do muzyki.

Podczas nagrywania albumu w rodzinie Puszkinej zdarzył się wypadek - tragicznie zginął jej siostrzeniec i nie była w stanie nic pisać, radziła nawet arijcom, by szukali innego poety. Chołst postanowił jednak zaczekać na nią.

Po Moskwie chodziły też słuchy, że szósty album ARII, który początkowo miał być albumem eksperymentalnym, będzie ukłonem w stronę progresive metal (Fates Warning).

Morozov, szef Moroz Records domagał się, by nowy album był bardziej współczesny pod względem tekstowym, bliższy masom. Stopniowo podczas pracy planowana "eksperymentalność" gdzieś ulatywała, a gdy wrócił maestro Kipelov, to już nikt o niej nie pamiętał.

Dubinin skomentował to następująco: Gdy nagrywamy utwory, gdy przesłuchujemy wersje instrumentalne, każdy album brzmi inaczej. Tak jest do momentu, gdy nie słychać Kipelova, a potem każdy album staje się "typową ARIA". Nowe "myślenie instrumentalne" przejawia się w dość prostolinijnym, męskim utworze Уходи и не возвращайся. Poetycką formę nadała mu oczywiście Puszkina.
Ogólnie rzecz ujmując, brzmienie szóstego albumu przypomina nieco Seventh Son of a Seventh Son (1988) Iron Maiden, tym bardziej, że w nagraniu brał udział także klawiszowiec (Aleksandr Miasnikov, klawisze słychać po raz pierwszy od Мании величия). Postanowiono ponadto nie igrać z liczbami i miast planowanych 6 utworów nagrano aż 8.

Рабство иллюзий to pomysł Dubinina. Na długo przed tekstem o białych orłach, w dubininowskich "rybach" bardzo często występowało słowo "illusion". Puszkina sporo się nagimnastykowała z tymi jego iluzjami.

Wariant 1 (ugodowy):

Ktoś modły do Boga, ktoś do Szatana
Drogę wskazała im miłość
Ten pragnie pokoju, ten - wojny
Wzgórze budują już z czaszek
My wszyscy w naszej miłości w niewoli iluzji

Jeden kobiety, drugi wilki znów kocha
Trzeci może nawet i mężczyzn
Jeden woli uczciwych, drugi złodziei
Ktoś lubi Paryż, ktoś Rzym
My wszyscy w naszej miłości niewolnicy iluzji

Jeden wódkę, drugi kokę zaś woli
Inni miast tego rock-and-roll
Jeden sztorm lubi, drugi równinny sen
Gdzie zawsze dobro zwycięża
My wszyscy w naszej miłości niewolnicy iluzji

Trująca ulewa nie zmyje miłości
Z nawykłym oszustwom serc
Zostaw jak było, diabły i bogów
I kroki Chrystusa na wodzie...

Wariant 2 (z zabójstwem):

Skóra wężowa rzucona w dal precz,
Nie chowam się w skałach przed światłem
Ni Bóg, ni Diabeł, ni dzień, ni noc
Nie ujrzą strachu w mych oczach
Umiałem zabić w sobie niewolnika iluzji
Zmieniali mnie w istotę pokorną
Uciszając dumę i ducha
Teraz mi splunąć - kto żandarm, kto car,
Gdzie miejsce me: w raju, czy w piekle.

Od stada odszedłem, od grupy uciekłem
Nie bydło, nie wilk, a człowiek
Magię życia czuje ma dusza
Wspinając się po skałach ku górze
Umiałem zabić w sobie niewolnika iluzji

Zło i dobro wyciągają ręce ku mnie
Gotowe rozerwać mnie
Jam panem losu, nie ma władzy nade mną
Wiem, za co umierać!

Chołst, jak zwykle, wymagał perfekcji... Margarita zapisując w czerwonym zeszycie kolejne wersje napisała wreszcie tekst na motywach podręcznika każdego arijca - Tako rzecze Zaratustra. Aby ostatecznie zrozumieć wszystkie alegorie wymyślone przez autorkę, zalecam ponowną lekturę dzieła Nietzsche. Jedyna alegoria, która nie bardzo pasuje do wielkiego filozofa, to "tutaj na górze, tu obok mnie, krążą trzy białe orły" (dobrze, że nie trzy karty: trójka, siódemka i as). Te trzy białe orły to raczej nawiązanie do głębokiego delirium (Puszkina się z tym sądem nie zgadza, ale co kobietra może wiedzieć o delirium...).

Паранойа. Co następuje po delirium? Oczywiście, paranoja. „Życie – nie dla Białych / Życie nie dla Czarnych, nie / Życie – bez nadziei na światło”. Utwór rozpoczyna solówka Mavrina. Puszkina wcisnęła w dwie zwrotki historię swojego siostrzeńca. Gdyby jednak ta historia była opisana przez Camusa albo Dostojewskiego, to miała by prawo szerzej zaistnieć w repertuarze ARII. A tak... paranoja.

Уходи и не возвращайся - perła na albumie. Muzycy przed czterdziestka przypomnieli sobie o dziewczynach. Te nie pozostały dłużne, o czym szerzej w następnym rozdziale. Ten utwór zawiera dużo mniej erotyki niż Искушение, ale za to stanowił dobrą glebę dla plotek. Każda arijska miss po cichu jest pewna, że ta piosenka jest właśnie o niej.

Muzyka powstała w okresie pracy nad płytą Кровь за кровь, ale ponieważ jej majorowe brzmienie nie pasowało do serii tragedii, to cały czas była gdzieś w zanadrzu pod kodową nazwą "Katmandu".

Pisanie tekstu do tego utworu nie było problemem. Puszkina, która mieszka w domu pełnym długonogich panien, wychodząc na spacer ze swoim pinczerkiem o imieniu Pinoczet miała okazję widzieć wiele zdarzeń, które ułatwiały jej pracę. Jedynie określenie "stare kozły" wzbudziło podejrzenia Duba i Chołsta (wówczas obaj mieli po 38 lat), którzy się upewniali, czy to przypadkiem nie o nich.

Король дороги to logiczne zakończenie trylogię zapoczątkowanej przez Героя асфальта i kontynuowanej w Не хочешь, не верь мне. Znany nam bohater po wyjściu ze szpitala znów wsiada na motor. Tym razem ma partnerkę - pewnie w szpitalu poznał pielęgniarkę. Jest mu jednak obojętne, gdzie jechać "В ад или в рай, сама выбирай". Wielu muzykom nie udaje się określić rytmu intra tego utworu (szukaną liczbę podaje Dubinin: 13/8). Od jakiegoś czasu na koncertach utwór ten jest poświęcany Maniakinowi. Perkusista jadąc swoim jeepem miał wypadek (wraz z dwoma pasażerami), wpadł do rowu i dachował 3 razy. W szpitalu, prócz pozostałych czynności, lekarze przyszywali mu do głowy kawałek skory z włosami. Zrobili to dość dobrze, bo na koncertach trzepie piórami jak dawniej.

Возьми мое сердце - autorami są wszyscy członkowie zespołu (prócz Maniakina, który nigdy nie pisał muzyki i Terenteva, który jeszcze nie był członkiem zespołu). Oczywiście, sukces ma wielu ojców, ale ponieważ nazwisko Kipelova stoi na pierwszym miejscu, to możemy nie poddając tego w wątpliwość, uznać, że idea utworu była jego autorstwa. Utwór dość długo pozostawał w surowej wersji, jakoś trudno było opracować jego aranżację. W procesie pracy nad muzyką, który trwał cały rok, piosenka uzupełniana była o coraz to nowsze fragmenty. Wszyscy uczestnicy tej skrupulatnej pracy są zatem jego współautorami. Margarita, lubiąca pisać o miłości w krwawej tonacji minorowej, stworzyła mroczną aluzję do November Rain Guns'n'Roses, w której prócz przedwcześnie zmarłej piękności oraz tendencji samobójczych bohatera lirycznego pojawiają się biesy i siły nieczyste. A biesy z kolei strach czują jedynie przed dźwiękiem dzwonu...

Puszkina mówi, że słowa te są hymnem skierowanym ku ludzkiej samotności. Utwór okazał się hitem i do dziś przed koncertami można zaobserwować, jak fani rozgrzewający się piwem i czymś mocniejszym zgodnie śpiewają całą piosenkę.

Piosenka Зверь ma fenomenalna historię. Trzeba to opowiedzieć od początku, aby wyjaśnić fakt, czemu melodyjnością przypomina ona utwór Возьми мое сердце.

Zaczęło się od tego, że Valerij napisał utwór, który prosił zaaranżować w duchu Ooh La La In L.A. grupy Slade z albumu You Boyz Make Big Noize (1987). Styl nie odpowiadał jednak Dubininowi, który jakiś czas później zaproponował wersję, w której pozostawiona harmonia Kipelova została zaaranżowana w taki sposób, że zapisano właśnie kawałek Зверь (dodano jeszcze fragment śpiewany przez basistę). Zespół uznał utwór za dobry, takie było również zdanie Kipelova. Trzy miesiące później jednak stwierdził, że nowa wersja jego utworu jakoś niespecjalnie mu podchodzi. W tym czasie Mavrin przygotował jednak pasaże gitarowe, a w rezultacie wyszedł z tego utwór... Возьми мое сердце, а Зверь znalazł się na albumie jako kolejny utwór, bardziej dynamiczna kontynuacja utworu poprzedzającego. Jednak poetka napisała dwa różne, nie związane ze sobą teksty i oba dzieła stały się niezależne od siebie.

Дух войны to kolejne dzieło Dubinina. "Время убивать, время наступать и побеждать" wykrzykuje Kipelov zapewniając wszystkich, że duch bojowy arijców nie umarł, a jedynie okrzepł dzięki doświadczeniom losu.

Ночь короче дня to najbardziej monumentalna i ideologiczna piosenka na albumie. Zabrzmi to śmiesznie, ale kompozycję tę Dubinin przedstawił Chołstininowi jeszcze w 1990 przy pracy nad płytą Кровь за кровь, jednak została ona wtedy odrzucona jako "słabiutka". Na nowej płycie, z nowym refrenem, zdała jednak egzamin. Tematyka nawiązuje do dzieł Camusa, zwłaszcza do powieści „Obcy” (Camus to ulubiony pisarz Chołsta). Przyznajmy jednak, że zawartość utworu jesz dość banalna. Pomyśleć można, że bohater Рабства иллюзий został schwytany przez Interpol za swoje nietzeańskie poglądy i na drugi dzień będzie prowadzony na krzesło elektryczne. Ilustracją tego utworu jest okładka płyty zaprojektowana przez wspomnianego już Vasilija Gavrilova. W smutnej pozie, skulony pod ścianą niczym przerażone dziecko młody człowiek (znów przypominający jednego z gitarzystów ARII - sami odgadnijcie, którego). Temat zaproponowany Gavrilovowi przez Chołsta nawiązywał do znanego obrazu Repina Отказ от исповеди ("Odmowa spowiedzi", na obrazie brodaty rewolucjonista odrzuca wizytę popa).

Odmowa spowiedzi

Ponieważ brodaty rewolucjonista i pop z ikoną nie bardzo pasują do rock and rolla, to artysta zajął się przerabianiem klasyki. Popa zastąpiła obnażona dziewica z kosą (pewne części jej ciała Gavrilov troskliwie zasłonił tytułem płyty), "rewolucjonista" został ogolony i ubrany w dżinsy, ikonę zastąpiła klepsydra przypominająca o przemijaniu... Ponieważ ilustracja nawiązuje do konkretnego utworu, to pozostało jeszcze przedstawić słowa "на стене своей тюрьмы увидишь лик святой". Gavrilov, nie obciążony chrześcijaństwem jak Provotorov namalował "święte oblicze" wg własnego uznania. Graffiti czaszki dość wesoło wygląda na ścianie celi śmierci, gdzie ręka więźnia raczej wypisuje cyniczne przekleństwa.

Gdy album się ukazał, pierwsze recenzje wyszły spod pióra Puszkinej. Miała już dość narzekań dziennikarzy i ciągle przez nich zapowiadanego pogrzebu ciężkiej muzyki, które to zapowiedzi - dzięki swojej stałości - już dawno prześcignęły teorię ciągłej rewolucji Lwa Trockiego. 22 grudnia 1995 na stronach poświeconych muzyce popowej pojawił się artykuł ARIA prześcignęła Iron Maiden. Apoteoza 10 lat ciężkiego życia. Na początku znajdowały się pochwały ortodoksyjnej płyty Blackmore'a Stranger in Us All i ulubionej przez Kipelova Ozzmosis byłego wokalisty Black Sabbath. Następnie krwiożercza Margarita rozprawiła się z kolejną płytą Żelaznej Dziewicy.

M. Puszkina. Wybrane fragmenty nt. Ночь короче дня.

Najbardziej nikczemnym „dziełkiem”, najbardziej zgniłym jabłkiem hard-roku okazał się nowy album Iron Maiden The X-Factor. Uczniowski wokal dzieciaka B.Baily, bezbarwne kompozycje, przypominające laboratorium rocka bum-bum, "znaki krzyża", "splamione krwią ręce świata" itd. itp... Wydaje się, że szanowany przeze mnie wujek Harris niczym partyzant zasiadł w krzakach cierniowych nie mieszając się do ubogiej gry wybranych przez siebie stażystów. Ale za to potem, jak wyskoczy, jak wylecą kłęby obcych piór! Na tle nieudanego dzieła Maidenów błyszczy gwiazda naszej ARII, a serca fanów przepełnia duma za... radziecko-postradziecką Ojczyznę, która wychowała takich bohaterów. Przez lata starali się prześcignąć swoich brytyjskich nauczycieli i wreszcie im się udało!

(...) Życie każdej grupy grającej ciężki rock przypomina życie pingwina w lodówce. Wystarczy, że pingwin wyjdzie z zamrażalnika, by zmienił się w żar-ptaka. Na jakiś czas, aby później znów wejść do białej szafy i przeczekać trudne czasy. Po dwuletniej ciszy "pinozaury" (pingwin+dinozaur) krajowego heavy postanowiły znów "dać żaru" uwzględniając trudną sytuację na krajowych scenach - z tych którzy zaczynali "kuć metal" wśród żywych prawie nikogo już nie ma.

...Przed tlumem stali Kipelycz, Dub, Chołst, Mania i Terentev, a przedstawiciele nowego pokolenia fanów załopotali skórzanymi skrzydłami. A teraz powiem cos nieprzyjemnego: ARIA to zespół wyłącznie koncertowy. I jak źle słucha się ich z CD, tak wspaniale szaleje się, gdy grają na scenie. Przez dwie godziny, przylegając uchem do ściany głośników wraz z nimi cały czas "występowałam" z programem składającym się z wiecznych utworów dziesięciolecia. Traciłam glos, oczy wisiały tylko na nitkach, po moim odświętnym ubraniu przebiegały ładunki elektryczne. Ale to drobiazg w porównaniu z tym, co dotarło do mnie podczas słuchania Возьми мое сердце: nowe piosenki ARII z albumu więzienno-lirycznego są lepsze niż nowe utwory Iron Maiden. Monumentalna, z chórami Ночь короче дня, którą można traktować jak arię skazanego na śmierć wampira (Ночь короче дня / день убьёт меня – Noc krótsza niż dzień, dzień zabije mnie) ostatecznie mnie w tym upewniła. Co by nie powiedzieli moi wrogowie o moich damskich zachwytach, ARIA wstąpiła w okres drugiej młodości. Zaśpiewali bez wstydu o miłości, postawili właściwą diagnozę naszego społeczeństwa - paranoja i wpadający w dom duch przemocy.

W pełnym zakresie pojawił się u nich właściwy dorosłym mistrzom rocka cynizm - na okładce śmierć przedstawiona została nie jako sina starucha, ale jako nie pozbawiona piersi istota, na której tyłku napisano pewną ręka modnego w pop-rockowych kręgach V.Gavrilova tytuł Ночь короче дня.

Tak, 10 lat ciężkiego arijskiego życia nie znika bez śladu. Przynajmniej w przypadku Iron Maiden. Wszystkie najlepszego z okazji kolejnego roku życia wielkiej i strasznej ARII, bracia!

Drugi jej artykuł Najlepszy rosyjski album roku: Ночь короче дня. Aria blinów nie smaży. opublikowany w piśmie „Metal Trashing” omawia świeże wrażenia i jest utrzymana w puszkinskim stylu patetyki i sarkazmu. "Ktoś pomyśli: pisać piosenki to jak smażyć bliny. Może tak jest z piosenkami popowymi, ale nie z arijskim. Tam trwa caly proces twórczy: przynosi melodię Dubinin albo Kipelov, pozostali się na to rzucają, obracają ja na wszystkie strony, rozkładają na czynniki pierwsze. Czasem z trzech piosenek wychodzi jedna, ale i to nie jest pewne. To praca ludzi nastawionych samokrytycznie. Dlatego nie maja utworów "pośrednich": coś jest mniej lub bardziej hitowe, ale nie maja kompozycji o niskiej jakości.

Ostatniemu ich dziełu Ночь короче дня, którego narodziny opóźniły się o trzy lata wielu wielu zarzuca komercyjność - tj. przesycenie melodyjnością. Myślę jednak, że w tym nie ma nic złego - miło się patrzy, jak cała sala jednym głosem śpiewa z Kipelovem nowe piosenki. Znaczy to, że zapadają one w pamięć. I co w tym złego? Rzecz nie w tym, by robić młóckę "dyr-dyr-dyr" "wiz-wiz-wiz". Jak ci się nie podoba, to nie słuchaj. To dobra rada.

To właśnie zasługa ARII, że połączyli brytyjski gotyk i rosyjska tęsknotę za pięknem i melodią. Czego rzeczywiście na tej płycie brakuje, to mistyka. Dość mało tam zjaw i diabłów. Ale tym razem muzyków pociągnęła liryka - miłość, żal, dziewczyny, które bezpowrotnie odeszły...

Ale wróćmy do muzyków. Ciężka była droga zespołu do zakończenia ich szóstego, epokowego dzieła. Sergei Terentev (zastąpił Mavrina) chyba nigdy nie myślał, że będzie grał taką muzykę. Zawsze ciągnęło go do bluesa. Ale trzeba było zapuścić włosy i uczynić niewielką bluesową interwencje - takie intonacje też można usłyszeć na tej płycie. Maniakin był o włos od zawodowej nieprzydatności ze względów medycznych: uczestniczył w poważnym wypadku drogowym. Co to znaczy dla perkusisty uszkodzić łopatkę, żebra, uderzyć głową aż do wstrząsu mózgu? Ale Bóg się zlitował tym razem, udało się. Chołst lubi żartować na ten temat: płacimy rachunki za zabawę z siłami nieczystymi. Kipelov odchodził i przychodził nie wiedząc, czy sam będzie nagrywał wokal, czy też będzie to robił ktoś inny. Chciał pośpiewać z Masterem, z Mavrinem powspominać starocie typu Slade i Creedance. Innego wokalisty nie znaleziono. Okazało się, że w hard rocku mało kto potrafi dobrze śpiewać po rosyjsku. Ale teraz wszystkie problemy minęły, album wydany, klip nakręcony, trwają koncerty. A niektórzy już ARIĘ pochowali... Wszystko objaśnia piosenka Дай жару, ona daje nową siłę do tworzenia nowych projektów. Może się powtórzę, ale powiem, że jeśli by ARII nie było, to należałoby ją wymyślić.

Po nagraniu tego albumu ARIA znów zaczęła osiągać opuszczone niegdyś szczyty. Nazywano to później "arijskim fenomenem" i udanym comebackiem.

W 1994 w wywiadzie dla Żelaznego marszu (po nagraniu utworu "Anielski pył") arijcy przyznali, że ich fani wyrośli, a na koncerty przychodzą tylko starzy znajomi. Specjaliści wiedzą, że comeback po kilku latach ciszy jest zadaniem trudniejszym, niż zdobycie publiczności przez nieznany zespół. Główna grupa fanów aktywnie chodzących na koncerty (14-20 lat) ma krótką pamięć. W tym czasie zdążą wstąpić na studia, założyć rodziny, "zestarzeć się". W czasach, gdy "noc była dłuższa niż dzień" zespół przestał wyciskać nostalgiczne łzy fanów epoki Gieroja asfalta, a po nagraniu płyty "Ночь короче дня" - ku zdziwieniu wszystkich - zdobył sympatię i zaufanie kolejnego pokolenia. W czasach wahanaliów popu ARIA zaczęła ponownie zajmować wysokie miejsca na listach przebojów.

Niemałą rolą w powrocie na scenę odegrał nowy dyrektor ARII, Sergei Zadora, kolejny "nowy nabytek" pozyskany wraz z Terentevem. Zadora był producentem albumu Terenteva Up to Thirty i nie mógł pozostać obojętny, gdy jego podopieczny nagle stał się pełnoprawnym członkiem ARII. Główną jego zasługą było chyba to, że dość szybko wyleczył arijców z "kompleksu stadionowego", upewniwszy Duba i Chołsta, że czasy się zmieniły, a stadiony stały się bazarami i trzeba aktywnie występować w klubach, tym bardziej, że nie ma w tym nic uwłaczającego, bo gdzieś grać trzeba.

W wywiadzie z 1994 Chołstinin mówił: "Prawda, nie wiem ile dziś ludzi przyjdzie. Nie robiliśmy żadnej kampanii reklamowej - nie chce się biegać po gazetach, stacjach radiowych. Jest mi obojętne ile ludzi przyjdzie - to nie jest dla nas sposób zarabiania pieniędzy. A gramy z jednakowa przyjemnością bez względu na to, ilu będzie słuchaczy, czy będzie 50 naszych przyjaciół, czy 500 fanów".

Strategia Zadory okazała się słuszna - ARIA, która w 1993 miała najwyżej 7-8 koncertów zaczęła występować prawie co tydzień i otrzymywać za to całkiem niezłe pieniądze, znacznie większe niż "piwo po koncercie i transport do domu".

Dodajmy jeszcze, że pierwszą próbę przestawienia ARII na działalność klubową podjął jednak Mavrin z żoną Eleną, którzy zorganizowali pierwszy koncert w klubie Pilot. Klub ten w 1995 był najbardziej prestiżowym i najdroższym miejscem - butelka Stolicznej kosztowała tam ok. 60 dolarów.

Drugie pojawienie się ARII w tym klubie wiązało się ze skandalicznym incydentem z zespołem Коррозия Металла. Корпорация тяжелого рока organizowała tam prezentację płyty Russian Metal Ballads (płyty zaczynającej się utworem Ангельская пыль), ale obie grupy były tam całkowicie niezależnie od siebie. Sergei Troickij, lider Коррозии Металла znany jako Паук (Pająk), pokłócił się z menedżerami klubu na temat honorarium oraz możliwości fotografowania i filmowania występu. Następnie postanowił odwołać swój występ, ich fani odeszli. Pająk następnie uznał, że ARIA również bez wątpienia zachwyci się jego pomysłem i rozjedzie się po domach odwołując występ, co zaproponował Chołstininowi. Ten zaś nie rozumiał, dlaczego z powodu, że Korozji zabroniono filmowania, również ARIA ma zrywać koncert. Dlatego Chołst próbował mu grzecznie wyjaśnić, dlaczego ARIA wystąpi. I wystąpiła.

Trzy tygodnie później w powiązanym z Pająkiem Żelaznym Marszu pojawił się komiks pod wytłuszczonym tytułem "ARIA sprzedaje się w Pilocie". A oto dialogi z tego komiksu:

Pająk (z okna swojego Audio 100): Arijcy, wiedzcie, że wszystkie grupy odmówiły grania tutaj! My odjeżdżamy!

Fani: Nie martwcie się, będzie jeszcze wiele koncertów!

Rylovskaja (menedżer klubu): Chłopaki, proszę, zagrajcie! Zapłacę amerykańskimi dolarami!

Chołstinin: Ja nie rozumiem, dlaczego nie mamy grac za dolary?

Ktoś z ARII: Ale będziemy zdrajcami...

Chołstinin: I chuj! Za parę setek dolarów.

Żelazny marsz zawsze słynął z nietradycyjnego poczucia humoru, a jego reporterzy bujną wyobraźnią nadrabiali brak dyktafonów. W dość złym położeniu znalazł się dziennikarz Aleksiej Burtiakov, przyjaciel arijców, którego nazwiskiem podpisano artykuł. Chołstinin początkowo chciał sprawę oddać do sądu, ale nie było czasu na skandale - właśnie kończyło się nagrywanie Ночь короче дня. Z czasem napięte stosunki z muzykami Korozji się jakoś ułożyły, choć pamięć incydencie pozostała.

Dziesięciolecie działalności obchodzono w domu kultury im. Gorbunowa (zwanego Gorbuszka), gdzie na koncercie był tłum fanów. Było jak dawniej - łańcuchy, koszulki, poszarpane dżinsy, skóry... do pełnego wrażenia brakowało tylko liuberów (inforamcja kim byli - w rozdziale 1).

Z okazji dziesięciolecia zaplanowano także wydanie podwójnego albumu koncertowego Сделано в России (czyż arijcy mieliby być gorsi od Deep Purple?). Album miał pokazywać retrospekcje drogi twórczej muzyków. Pewne źródła zapewniają, że jest to najbardziej szczere wydawnictwo koncertowe na rynku rosyjskim - od pierwszej do ostatniej nuty wszystko nagrano podczas koncertów i bez studyjnego czyszczenia nagrań czy dodawania reakcji publiczności.

Słowo wstępne poprzedzające podwójny album koncertowy jest dosyć patetyczne:
Wreszcie, po 10 ciężkich metalowych latach, ucieleśniło się nasze marzenie - i trzymacie je w rękach. ten podwójny album koncertowy składa się z najlepszych kawałków nagranych podczas trasy Ночь короче дня w okresie od października 1995 do marca 1996. Znalazły się na nim nasze najbardziej ulubione utwory z całej historii Arii. Dziękujemy wam za miłość i silne wsparcie podczas naszych występów. Teraz, gdy czytacie te słowa, pracujemy nad nowym albumem studyjnym. Jesteśmy pewni, że on się wam spodoba i jeszcze nie raz się spotkamy. Diabeł nie śpi! Do zobaczenia!

Jak widzimy "najbardziej ulubione utwory" są wręcz ukłonem w stronę Кровь за кровь i Ночь короче дня. Zaś piosenki z nie lubianego przez Chołstinina C кем ты? nie znalazły się na tej składance (za wyjątkiem ballady Без тебя). Sytuacja ta rozstroiła wielu fanów, który oczekiwali odnowionych wersji starych pieśni bojowych, a nie wersji koncertowych dwóch ostatnich płyt. Mimo wszelkich niedostatków, album ten był dobrą lekcją dla młodych zespołów, mówiącą, że nawet w trudnych rosyjskich warunkach można nagrywać na żywo. Album był także najdroższą produkcją rosyjskiego show-biznesu. Vasilij Gavrilov obawiał się, że płyta nie będzie się sprzedawać z powodu wysokiej ceny. W tym pomogła jednak rosnąca popularność zespołu i album sprzedawał się w rekordowo krótkim czasie.

Rok później, w sześciopłytowym cyklu Moroz Records Легенды русского рока wydano także płytę ARII. Jak inne płyty z tego cyklu, tak i płyta ARII prócz 74-minutowej składanki zawierała wspaniała książeczkę z archiwalnymi zdjęciami zespołu, pierwszą "usystematyzowaną" historię grupy autorstwa Chołstinina oraz drzewo genealogiczne muzyków ARII.

Dzieło pisarskie Chołstinina nikomu z muzyków się nie spodobało, Choc jego zdaniem było napisane maksymalnie dyplomatycznie. Puszkina zarzucała, że wszystko postawione tam jest do góry nogami i znacznie zaniżony wkład Granowskiego, Bolszakowa i Wekszteina w budowanie zespołu. Nie podobał jej się także opis odejścia Kipelova i Mavrina w 1996. Dubinin był bardzo niezadowolony zachwytami nad rolą Gorbatikova i Bulkina (przez zaledwie 4 miesiące zastępowali jego i Mavrina), którzy zagrali tylko 3 "prawdziwe" koncerty i nie wymyślili ani jednej nowej nuty. Atakowany Chołst tylko rozkładał ręce i ze złością postanowił, że już nigdy nie będzie pisał historii zespołu.

Tymczasem album Сделано в России dotarl nawet do... Ameryki Południowej. Przynajmniej można tak przyjąć na podstawie listu jaki zespół otrzymał z Kostaryki. Nadawca pisał, że też jest muzykiem i cale życie podobało mu się tylko Iron Maiden, a teraz okazało się, że są dwie takie grupy. Nowy fan z pomocą słownika rosyjsko-angielskiego przetłumaczył na hiszpański tytuły utworów ARII.

Świat jest ciasny i dwie ulubione grupy Kostarykańczyka musiały się spotkać. Nastąpiło to w czerwcu 1993, gdy Iron przyjechał na trzy koncerty do Rosji. Oczywiście arijcy w pełnym składzie byli obecni na wszystkich tych koncertach. Po jednym z nich odbyło się spotkanie obu grup. Co ciekawe, Brytyjczycy od razu poznali arijców. Gdy Dubinin podszedł do Dickinsona, ten od razu zapytał "Jesteś z ARII?", a gdy usłyszał twierdząca odpowiedz, Bruce powiedział, że dużo dobrego słyszał o rosyjskim zespole. Dalsza rozmowa była już wymianą dyżurnych pytań i odpowiedzi.

Brytyjczycy nie zdążyli sobie pomieszkać w luksusach hotelu Savoy, gdy zjawiła się tam delegacja złożona z Gavrilowa i fotografa (oraz tłumacza) Nadira Czarnyszeva (ten ostatni jest autorem najbardziej udanych zdjęć ARII, w tym także zdjęć umieszczonych na okładce Ночь короче дня). Zamierzali zrobić wywiad dla pisma Rokada.

Steve'a Harrisa arijcy odebrali jako zamkniętego w sobie i patetycznego, ale ich oczekiwania spełnił Dickinson. Gavrilov pokazał mu wywiad z ARIĄ w Rokadzie i zdjęcia zespołu. Dickinson "tykając" zdjęcie Kipelova powiedział "To znaczy to jestem ja". Z Maidenami rozmawiali w zasadzie Dubinin i Maniakin - jako najbardziej komunikatywni. Dickinson opowiedział im o swoich zamiarach zajęcia się inną muzyką i ponownego przyjazdu do Rosji z koncertami.

Swoja obietnice Bruce spełnił i rzeczywiście odszedł z Iron Maiden. Umieszczona na jego płycie Balls to Picasso piosenka Tears of the Dragon poruszyła liryczne struny Chołstinina, który wielokrotnie namawiał Puszkiną na podobny tekst. Ta zaś uparcie odmawiała twierdząc, że to właśnie Iron powinien u ARII podglądać tematy, a nie na odwrót. Wychodziła z popularnego w czasach Sojuza założenia, że człowiek radziecki ma swoją dumę. Wpływ Dickinsona można jednak usłyszeć w innym utworze - późniejszej piosence Пытка тишиной z albumu Генератор зла. Istnieją pewne podobieństwa między obu grupami, to niezaprzeczalne. Wprawdzie Kipelov nie odszedł z zespołu jak Dickinson, ale wydal płytę solową. Mógł wydać też drugą i trzecią - Mavrin ciągle namawiał go na kontynuację współpracy rozpoczętej płytą Смутное время. Dopiero gdy Kipelov odmówił, gitarzysta zaproponował to niejakiemu Arturowi Berkutowi.

Ciągoty do eksperymentów również nie są obce arijcom, ale zwłaszcza w okresach pomiędzy albumami. Jednak wtedy nadchodzi opamiętanie pod hasłem "fani nas nie zrozumieją...".

W momencie, gdy Iron Maiden był w Moskwie, o udziale Terenteva w zespole nawet nikt nie myślał. Brytyjczycy otrzymali w prezencie kilka płyt ARII, a w odpowiedzi Dickinson zagadkowo się uśmiechając na zdjęciu ilustrującym wywiad w piśmie Rokada napisał ukośnie "To Aria Up To Aries!". Jeśli pośrodku dodać kropkę, tłumaczenie będzie łatwiejsze: "To Aria. Up To Aries!" (Do Arii. Bądźcie lepsi od arjów/ aryjczyków).