Trzy dni z Arią. Próba.
Dzień pierwszy
Celem tego rozdziału jest pokazanie różnicy pomiędzy "zewnetrzna okładką" działalności grupy a jej "procesem twórczym".
Jako pierwszy w sali prób pojawia się Tierientiew, tradycyjnie pyta "Co slychac?" i przygotowuje się do pracy. Od niego zależą wszelkie sprawy związane ze studiem. Następny powinien być Sasza Maniakin. I rzeczywiście, przychodzi po ok. 20 minutach ze swoją gazetą, po czym powoli zaczyna ustawiać swoją perkusję.
Pojawienie się Chołstinina zawsze jest swego rodzaju mistyką. Oznacza to, że nigdy nie można być w 100% pewnym, że gitarzysta nie przyszedł przed innymi i nie siedzi gdzieś w kącie analizując możliwości swojej nowej gitary. Teoretycznie można go zlokalizowac po piskach pagera, podkreślam znaczenie słowa "teoretycznie", bo Chołst wstydzi się tego "modnego" urządzenia i przegląda wszystkie wiadomości w dyskretnych miejscach.
Dubinin wpada do bazy z szumem i hukiem. Na pytanie "Jak leci?" odpowiada nieokreślonym gestem, który mógłby oznaczać jednocześnie wygraną na loterii, zakup nowej gitary lub nieoczekiwaną śmierć najbliższych czlonków rodziny. Tak wpływa na niego podróż, po ok. 10 minutach uspokaja się, siada na swoje miejsce (obok Maniakina) i zaczyna grać niekończący się pasaż, przerywając tylko na papierosa lub nagłe zapytanie gościa "Jak leci?".
Kipiełow zawsze przychodzi ostatni. Nie można nie zwrócić na niego uwagi - jego głos zawsze jest o pół oktawy wyższy od głosów go otaczających.
Muzycy ARII są zdyscyplinowani. Zapewne taką zgodność osiąga się po kilku latach wspólnych koncertów. Ktoś nie znający ich mógłby pomyśleć, że nie jest to próba zespołu istniejącego już od wielu lat, ale spotkanie muzyków, którzy chcą zrobić jam session. Wrażenie jest mylne – każdy z nich zajmuje się tym fragmentem nowego dzieła, który najsłabiej zna.
Nieoczekiwanie Dub zaczyna grać dzwięki bluesowe (zapewne na motywach Grand Funk), podchwyca to Tierientiew, a Chołstinin patrząc na obu z niedowierzaniem wybiera kompromis i zaczyna grać coś przypominającego Animals. Samego Chołsta to wyraźnie bawi. Próba się rozpoczyna.
Muzyków czekają dwa ciężkie dni. Najpierw pojadą koncertować do miasta odległego od Moskwy o jakieś 250 km, a następnego dnia zagrają na prestiżowym placu w centrum Moskwy. Na próbie zagrają cały set najbliższych koncertów. Chołst na próbie gra wszystkie swoje solówki, wyczyniając przy tym ćwiczenia gimnastyczne: klęka na jednym kolanie, rozciąga się prawie do szpagatu. Kipiełow oddaje reakcje tłumów machając rękami w tych miejscach, gdzie fani obowiązkowo będą śpiewać. Dubinin wyrzuca z siebie energię, jakby grał na stadionie dla 50-tysięcznego tłumu, robi przerażające grymasy, macha gryfem, porusza nogami, podśpiewuje, chociaż na próbie nie ma dla niego mikrofonu.
Po odegraniu obowiązkowych dla trasy Генератор зла utworów rozpoczyna się dyskusja. Udając obojętność Kipiełow proponuje Следуй за мной, Dub go wspiera, ale najpierw chce przerwy na papierosa. Podczas przerwy do sali wchodzi grupa fanów, goście siadają, jak u siebie. Dubinin spogląda na nich z niechęcią, ale postanawia nie psuć sobie ani im nastroju. W końcu udaje sie ich pozbyć dając autografy. Wszyscy się podpisują, ale najpierw Kipiełow poszukuje swoich okularów, bez których praktycznie nic nie widzi.
Po odegraniu koncertowego setu, arijcy biorą się za nowy materiał. Nie znaczy to oczywiście, że teraz będą wymyślać nowe utwory. Każdy ma już swoje propozycje, nagrane na domowym sprzęcie.
Dzień niezauwazalnie przemija, próba trwała od 14.30 do 19.30, w tym czasie było tylko 5 przerw na papierosa. Co za pracowity zespół!
Po próbie każdy wraca do swoich zajęć. Dub ubiera kurtkę i znika. Tierientiew biegnie do telefonu i zaczyna dlugą rozmowę, siedzi z wyciągniętymi nogami. To już tradycja, a rozmawiać może bardzo długo. Na tyle długo, że po jakims czasie można zapomnieć o jego istnieniu.
Chołst zauważywszy jakąś drobną usterkę w swojej gitarze, sięga po śrubokręt i zaczyna grzebać w elektronice. Maniakin zbiera swoje rzeczy, ale nigdzie się nie śpieszy.
Autor książki proponuje im piwo. Maniakin jest za. Żenia Szydłowskij, technik na koncertach spełniajacy także rolę klawiszowca, patrzy na szefa czekując zezwolenia (ten się zgadza). Znad telefonu woła Tierientiew, że on też chce, po czym dodaje "świeca mi się zepsuła" (odkąd zakupił samochod, w jego wypowiedziach pojawia się wiele terminów technicznych, zdanie to należy rozumieć: "zespuła mi się świeca i nie prowadzę dzisiaj, więc mogę pić piwo").
Jutro zbiórka w autobusie o 10.00, dojazd zajmie ok. 4 godzin.
